Dziś babskie spotkanie. M mówi upiecz murzynka, też sobie zjem. Zgadzam się bez entuzjazmu bo wolę piec muffinki w 20minut niż murzynka dłużej...
Wczoraj przyszykowałam sobie wszystko w garze do rozpuszczenia, przesiałam mąkę, nawet jajka rozbiłam bo z Natalą to różnie bywa. Wszystkie składniki na podwójną porcję ciasta.
Wstałam, Natala razem ze mną, rozpuściłam co trzeba bo musi przecież ostygnąć. Zawołałam mamę żeby posiedziała z Natulą kiedy będę ubijać pianę z białek mikserem bo młoda się boi.
Ostatnie mieszania i blacha ląduje w piekarniku...Co chwilę zaglądam czy murzynek nie ma ochoty uciec z naczynia...Nie miał, ale wyrósł z górką i jeszcze jakby było tego mało pękł. Już jestem wściekła...
Studzę delikwenta z myślą, że mogę odciąć górkę z pęknięciem, przeciąć na pół i zrobić jakąś masę...najszybsza znaleziona w internecie budyniowa...Niech będzie.
Przekrawam ciasto, nóż jakiś za krótki, wychodzi krzywo i jeszcze na dodatek 2 części nie są równe.
Może jeszcze raz przekroić? Nie, po co ryzykować...
Robię tą super banalną masę...i się nie udaje, jakby się zważyła. Przecieram przez sito żeby była jako taka...
Przekładam blaty będąc na granicy wybuchu i rzutu ciastem przez okno.
Polewy, nie starcza, rozpuszczam czekoladę. I już wychodzę z siebie.
Wrzucam do lodówki...niech stężeje zobaczymy co wyjdzie, no przecież zjeść się da, coś zabrać na spotkanie muszę...Próbowaliśmy kilka minut temu...ciężko mi stwierdzić czy jest zjadliwe.
Kiedy popełniłam błąd? Jak długo można ratować nieodwracalne?
Następnym razem tylko muffinki.
Jadąc na spotkanie chyba wjadę do cukierni...
Na obiad miał być łosoś w cieście francuskim. Byłam tak zawiedziona wcześniejszym starciem z piekarnikiem, że aż pewna, że nie wyjdzie...
Wyszedł przepyszny.
Czasem im bardziej chcesz tym gorzej.
sobota, 16 lutego 2013
czwartek, 7 lutego 2013
Ku pamięci
Choroba ciała i głowy, wieloletnia cukrzyca i po prostu starość.
Dziś rano zmarła moja babcia. W sumie jedyna jaką miałam. Pamiętam dobre chwile ale i jej trudny charakter. Często raniła bliskich.
Nie widziałam jej od bardzo dawna, nie potrafiłam zrozumieć jej głowy. Nie umiałam tak po prostu patrzeć na to co się z nią dzieje, słuchać jak wmawia mi kompletne bzdury. Nie umiem być na pomieszanie zmysłów obojętna.
Było mi źle z moimi myślami, wiedziałam jak chyba każdy z rodziny, ale nikt na głos nie mówił, że byłoby zarówno jej jak i nam lżej gdyby zmarła. Umarła już dawno, tu było tylko ciało.
Niby wiem, niby byłam przygotowana, ale (jak mi ktoś dzisiaj powiedział) śmierć to śmierć.
Pożegnałam ją dziś w nocy w myślach, bez uściśnięcia dłoni. Czułam, że koniec jest bliski.
Gdzie jest? Chcę po prostu wierzyć, że jest wolna, taka jak zawsze być lubiła...
Dziś rano zmarła moja babcia. W sumie jedyna jaką miałam. Pamiętam dobre chwile ale i jej trudny charakter. Często raniła bliskich.
Nie widziałam jej od bardzo dawna, nie potrafiłam zrozumieć jej głowy. Nie umiałam tak po prostu patrzeć na to co się z nią dzieje, słuchać jak wmawia mi kompletne bzdury. Nie umiem być na pomieszanie zmysłów obojętna.
Było mi źle z moimi myślami, wiedziałam jak chyba każdy z rodziny, ale nikt na głos nie mówił, że byłoby zarówno jej jak i nam lżej gdyby zmarła. Umarła już dawno, tu było tylko ciało.
Niby wiem, niby byłam przygotowana, ale (jak mi ktoś dzisiaj powiedział) śmierć to śmierć.
Pożegnałam ją dziś w nocy w myślach, bez uściśnięcia dłoni. Czułam, że koniec jest bliski.
Gdzie jest? Chcę po prostu wierzyć, że jest wolna, taka jak zawsze być lubiła...
niedziela, 3 lutego 2013
Idą raki :D
Natalka dziś zaczęła raczkować.
Jeszcze wczoraj nic nie zapowiadało opanowania tej umiejętności w najbliższym czasie. Odkąd zaczęła sama siadać przestała nawet pełzać. A tu taka niespodzianka.
Wszystkie jej postępy sprawiają, że jest coraz bardziej do schrupania, słodycz najsłodsza, normalnie ulepek!
Kocham ją całym serduchem.
Wczoraj świętowaliśmy naszą piątą rocznicę ślubu. Czas szybko leci. Trzeba żyć mocniej!
Jeszcze wczoraj nic nie zapowiadało opanowania tej umiejętności w najbliższym czasie. Odkąd zaczęła sama siadać przestała nawet pełzać. A tu taka niespodzianka.
Wszystkie jej postępy sprawiają, że jest coraz bardziej do schrupania, słodycz najsłodsza, normalnie ulepek!
Kocham ją całym serduchem.
Wczoraj świętowaliśmy naszą piątą rocznicę ślubu. Czas szybko leci. Trzeba żyć mocniej!
środa, 30 stycznia 2013
Po miesiącu
Kończymy pierwszy miesiąc diety.
Grzeszne słodkości w liczbie 5sztuk (moje urodziny, rocznica ślubu rodziców i 2 spotkania ze znajomymi, jedno niewytłumaczalne załamanie)
Spotkania towarzyskie zdecydowanie nie służą odchudzaniu.
Stracone kilogramy 6sztuk! Przez tydzień nie ćwiczyłam. Wysiadło mi kolano po ćwiczeniach z Jillian. I tu mi chyba najbardziej przykro. Znakomicie się czułam po tych ćwiczeniach, widziałam efekty na rękach przede wszystkim bo reszta mięśni jest pod taką warstwą tłuszczu, że pewnie nigdy ich nie odkopię...No ale trudno może za miesiąc, za kolejne 5kg ;) stawy będą mniej obciążone i uda się zacząć ponownie.
Dieta. Raz lepiej, raz gorzej. Czasem mam ochotę zrobić nalot na lodówkę i pochłonąć wszystko jak leci.
Czasem się gubię i zaczynam widzieć niebezpieczeństwo w tym co robię. Muszę to poprawić i bardziej nad sobą zapanować bo wpadnę z przysłowiowego deszczu pod rynnę.
W kalendarzu znalazłam motto...
Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
Czas i tak upłynie.
Grzeszne słodkości w liczbie 5sztuk (moje urodziny, rocznica ślubu rodziców i 2 spotkania ze znajomymi, jedno niewytłumaczalne załamanie)
Spotkania towarzyskie zdecydowanie nie służą odchudzaniu.
Stracone kilogramy 6sztuk! Przez tydzień nie ćwiczyłam. Wysiadło mi kolano po ćwiczeniach z Jillian. I tu mi chyba najbardziej przykro. Znakomicie się czułam po tych ćwiczeniach, widziałam efekty na rękach przede wszystkim bo reszta mięśni jest pod taką warstwą tłuszczu, że pewnie nigdy ich nie odkopię...No ale trudno może za miesiąc, za kolejne 5kg ;) stawy będą mniej obciążone i uda się zacząć ponownie.
Dieta. Raz lepiej, raz gorzej. Czasem mam ochotę zrobić nalot na lodówkę i pochłonąć wszystko jak leci.
Czasem się gubię i zaczynam widzieć niebezpieczeństwo w tym co robię. Muszę to poprawić i bardziej nad sobą zapanować bo wpadnę z przysłowiowego deszczu pod rynnę.
W kalendarzu znalazłam motto...
Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga długiego czasu.
Czas i tak upłynie.
niedziela, 27 stycznia 2013
Zmiana na lepsze!
Wczoraj spotkanie z głośnym krzykaczem... Miłe!
Natala wreszcie zaczyna łagodniej znosić hałasy i nagłe dźwięki. Cieszy mnie to bardzo bo martwiłam się tą jej nadwrażliwością. Na głośne sprzęty domowe (odkurzacz, mikser, suszarka do włosów) nadal reaguje histerią. Nie ma szans na używanie czegokolwiek głośnego gdy nie jest na rękach u drugiej osoby.
Przed wczoraj robiłam dla niej biszkopty z nią na rękach bo inaczej się nie dało.
No bo chyba dobrze robię, że jej nie stresuje czymś co fatalnie znosi?
Na siłę mam ją "ogłuszać"? Nie pasuje mi to jakoś.
Wolę uspokajać, przytulić...bo jak inaczej gdy z drżącymi wargami mówi mamma?
Natala wreszcie zaczyna łagodniej znosić hałasy i nagłe dźwięki. Cieszy mnie to bardzo bo martwiłam się tą jej nadwrażliwością. Na głośne sprzęty domowe (odkurzacz, mikser, suszarka do włosów) nadal reaguje histerią. Nie ma szans na używanie czegokolwiek głośnego gdy nie jest na rękach u drugiej osoby.
Przed wczoraj robiłam dla niej biszkopty z nią na rękach bo inaczej się nie dało.
No bo chyba dobrze robię, że jej nie stresuje czymś co fatalnie znosi?
Na siłę mam ją "ogłuszać"? Nie pasuje mi to jakoś.
Wolę uspokajać, przytulić...bo jak inaczej gdy z drżącymi wargami mówi mamma?
sobota, 26 stycznia 2013
Natulkowo i Adasiowo
I znów weekend. Wszystkie dni wyglądają tak samo, rutyna totalna.
Ale dziecko potrzebuje tego do poczucia bezpieczeństwa. Mi z tym też dobrze. Natalka chodzi jak w zegarku, 3h po wstaniu jedzenie, spanie, znów jedzenie a w międzyczasie zabawa i jeszcze raz zabawa.
Zaskakuje mnie swoim wielkim rozumkiem. Mało mówi, nawet trudno to nazwać gaworzeniem ale bardzo dużo rozumie.
Jak mówię żeby coś pokazała to potrafi znaleźć wśród zabawek. W książeczkach szuka ulubionych obrazków (kaka, lala i miś). Zabawki ją w tej chwili mniej interesują pewnie się jej znudziły bo funkcji im nie przybywa za to książki mogłybyśmy oglądać cały dzień. I oglądamy kilka razy dziennie.
Furrorę robią też przypadkowe rzeczy...kartonowe opakowanie po chusteczkach z możliwością chowania i wyciągania mniejszych zabawek, garnek i łyżka (jak sama hałasuje to nawet oczu nie mruży), butelka z wodą albo groszkami fasolki. Kreatywne mam dziecko, nie ma co.
Dwa razy dziennie idziemy się kulać na łóżku w sypialni. Uwielbiam ten czas bo Natala ewidentnie się wygłupia, sama się przewraca, rzuca, przepycha...
Czas...najważniejsze co mogę jej dać!
W ogóle fajnie jest...brakuje tylko jednego do pełni szczęścia...
Dziś 26...Adaśku tęsknię...
Ale dziecko potrzebuje tego do poczucia bezpieczeństwa. Mi z tym też dobrze. Natalka chodzi jak w zegarku, 3h po wstaniu jedzenie, spanie, znów jedzenie a w międzyczasie zabawa i jeszcze raz zabawa.
Zaskakuje mnie swoim wielkim rozumkiem. Mało mówi, nawet trudno to nazwać gaworzeniem ale bardzo dużo rozumie.
Jak mówię żeby coś pokazała to potrafi znaleźć wśród zabawek. W książeczkach szuka ulubionych obrazków (kaka, lala i miś). Zabawki ją w tej chwili mniej interesują pewnie się jej znudziły bo funkcji im nie przybywa za to książki mogłybyśmy oglądać cały dzień. I oglądamy kilka razy dziennie.
Furrorę robią też przypadkowe rzeczy...kartonowe opakowanie po chusteczkach z możliwością chowania i wyciągania mniejszych zabawek, garnek i łyżka (jak sama hałasuje to nawet oczu nie mruży), butelka z wodą albo groszkami fasolki. Kreatywne mam dziecko, nie ma co.
Dwa razy dziennie idziemy się kulać na łóżku w sypialni. Uwielbiam ten czas bo Natala ewidentnie się wygłupia, sama się przewraca, rzuca, przepycha...
Czas...najważniejsze co mogę jej dać!
W ogóle fajnie jest...brakuje tylko jednego do pełni szczęścia...
Dziś 26...Adaśku tęsknię...
poniedziałek, 21 stycznia 2013
czas
Czas pędzi jak szalony. Dopiero co Natalka się urodziła, byłyśmy w szpitalu i bałam się ją wziąć na noc pod opiekę a już skończyła 9miesięcy. Śledzenie jej przemian jest superowe. To taki niekończący się serial. Czasem jest nudny odcinek a czasem trzyma w napięciu.
Z niecierpliwością czekam na wiosnę. Natala pewnie będzie wtedy już raczkować bo o chodzeniu raczej jeszcze nie myślę. Będziemy siedzieć sobie w ogrodzie, oglądać biedronki, ptaszki i słuchać pędzących tirów za płotem ;)
Dobrze mi się siedzi w domu. Żałuję, że nadal nie mam płatnego zajęcia właśnie w domu.
Interes...każdy kolejny pomysł po dogłębnej analizie nam upada. Strasznie mnie to irytuje. Jakby się faktycznie nic nie dało przeskoczyć.
Korci mnie opieka nad czyimś dzieckiem u mnie w domu. Ale gdyby Natalka była chora nie miałby się kto nią zająć. A tego by pewnie oczekiwała płacąca strona...
A z tematu odchudzania...
Jillian mnie wykończyła. Naciągnęłam ścięgno pod kolanem, nie jestem w stanie zrobić nawet jednego podskoku :( Tak mi się podobały te ćwiczenia. Może za 10kg uda mi się do nich wrócić.
Póki co robie 2 dni przerwy i wracam na orbiego i tylko jego...
I jeszcze jedno...mam ochotę na wielkie lody czekoladowe z bitą śmietaną i ciepłym czekoladowym sosem...
Tak niedługo okres ;)
Z niecierpliwością czekam na wiosnę. Natala pewnie będzie wtedy już raczkować bo o chodzeniu raczej jeszcze nie myślę. Będziemy siedzieć sobie w ogrodzie, oglądać biedronki, ptaszki i słuchać pędzących tirów za płotem ;)
Dobrze mi się siedzi w domu. Żałuję, że nadal nie mam płatnego zajęcia właśnie w domu.
Interes...każdy kolejny pomysł po dogłębnej analizie nam upada. Strasznie mnie to irytuje. Jakby się faktycznie nic nie dało przeskoczyć.
Korci mnie opieka nad czyimś dzieckiem u mnie w domu. Ale gdyby Natalka była chora nie miałby się kto nią zająć. A tego by pewnie oczekiwała płacąca strona...
A z tematu odchudzania...
Jillian mnie wykończyła. Naciągnęłam ścięgno pod kolanem, nie jestem w stanie zrobić nawet jednego podskoku :( Tak mi się podobały te ćwiczenia. Może za 10kg uda mi się do nich wrócić.
Póki co robie 2 dni przerwy i wracam na orbiego i tylko jego...
I jeszcze jedno...mam ochotę na wielkie lody czekoladowe z bitą śmietaną i ciepłym czekoladowym sosem...
Tak niedługo okres ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)